Edyta Górniak - Strona Fanów
   Edyta Górniak
Aktualności
Edyta Górniak
Koncerty
Media
Galeria zdjęć
Dla Fanów
Multimedia
Kontakt
   Polecamy:
Galeria Zdjęć
>>>więcej
   Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Potrafię być tylko sobą
Co sądzi o opiniach, że skończyła się po Eurowizji? O miłości i koncercie z Jose Carrerasem rozmawiamy z Edytą Górniak.

Edyta Górniak urodziła się w 1972 roku. Zadebiutowała w programie Zbigniewa Górnego, a wkrótce potem brała udział w koncercie Debiuty na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. W 1994 zajęła drugie miejsce w konkursie Eurowizji z piosenką "To nie ja". Później wylansowała m.in. przeboje "Dotyk" (z debiutanckiego albumu o tym samym tytule) czy "Jestem kobietą". Obecnie możemy oglądać ją w programie "Bitwa na głosy" w TVP.

14 lutego do sklepów muzycznych trafiła najnowsza płyta Górniak, zatytułowana "My". Promują ją single "Teraz - tu", "On the Run" i "Nie zapomnij".

O porównaniach do Whitney Houston, miłości, rozpadzie związku i koncercie z Jose Carrerasem rozmawiamy z Edytą Górniak.

Nowy album "My" ukazał się 14 lutego. Celowo w walentynki? Na krążku jest sporo o miłości.

Muzyka tego albumu obejmuje tematy różnych relacji, na różnych jej etapach. Na różnych poziomach emocji. Dzień zakochanych to dzień trudny dla niekochanych.

Tak, data premiery albumu "MY" nie była przypadkowa, była przemyślana i zaplanowana.

Na płytę musieliśmy czekać pięć lat. Dlaczego tak długo?

Musiałam poukładać swoje życie. Chaos nie służy kreatywności.

Pierwszym singlem promującym nową płytę był utwór "Teraz - tu". Sama Pani wyreżyserowała ten teledysk. Jak było na planie?

Bardzo miło wspominam ten czas. Zwykle kiedy rozpoczynam realizację jakiegoś projektu z pełnym przekonaniem, wystarczy dobra atmosfera na planie, kreatywność i koncentracja. Może to śmieszne, ale przez lata uważałam, że ludzie wiedzą lepiej, gdzie jest we mnie prawda. W końcu jednak zmęczyły mnie "pomysły na mnie" innych ludzi. Ich wizje, jaka powinnam być, jak powinnam wyglądać. Jeśli dziś decyduję się być plasteliną w rękach reżyserów koncertów czy reżyserów wideoklipów, to muszą to być reżyserzy, których cenię.

Czy zobaczymy więcej klipów Pani autorstwa?

Reżyserowałam lub współreżyserowałam dotąd jedynie kilka klipów. Dość dobrze jednak i naturalnie czuję się w tej roli. Ale muszę powiedzieć, że jeszcze bardziej lubię montaż i wszystkie kolejne etapy postprodukcji. Jeśli więc kiedyś zmienię drogę artystyczną, być może zajmę się obrazem.

Na płycie "My" znajdziemy sporo utworów o miłości, ale Pani po rozstaniu z Dariuszem Krupą w rozmowach z dziennikarzami zdawała się wątpić w idealny związek. Wierzy Pani jeszcze w prawdziwą miłość po rozpadzie związku, który nawet prasa przez długi czas opisywała jako idealny?

Takim go opisywała, bo na zewnątrz takim go przedstawiałam, po prostu. Nawiązując do Pani pytania, tak, wierzę, że po najtrudniejszym nawet rozstaniu, przychodzi czas czystości i spokoju. Uważam, że kochać powinniśmy tyle razy, ile się tylko da, wyciągając jedynie nauki i przestrogi z relacji wcześniejszych. Nie utwierdzając i przekonując samego siebie, że zaufanie i bliskość się już nie powtórzą. Miłość i przyjaźń są nieocenionymi relacjami, jeśli ostatecznie trafimy na właściwych dla siebie ludzi.

Pisząc teksty, czerpie Pani z doświadczeń życiowych? Zastanawiam się, czy utwór "Nie zapomnij" ma konkretnego adresata?


Utwór "Nie zapomnij", napisany przez team producentów BEATROUTS, jest jednym z kilku zaledwie utworów spośród napisanych dla mnie, który pokochałam przy pierwszym odsłuchaniu. Już następnego dnia przebudziły mnie pierwsze słowa refrenu "Nie zapomnij Nas...". Napisałam tekst, nie zamykając go.

Nie określając, czy jest to rozstanie na zawsze, nie podając przyczyn tego rozerwania. Nie ma słów "skłamałeś" czy "kocham". Poprzez to utwór interpretowany jest w różny sposób. Kiedy relacjonowano mi komentarze z kanału YT, z którego odsłuchano ten utwór prawie 300 tysięcy razy(!), dla jednych niesie on nadzieję, dla innych to list pożegnalny. Jestem ogromnie szczęśliwa, że ludzie tak głęboko odbierają tę piosenkę.

Czuje się Pani polską Mariah Carey, Whitney Houston czy Celine Dion? Tak mówią o Pani fani. Twórczość której z tych wokalistek jest Pani najbliższa?

Najbliższa zawsze była mi twórczość Whitney Houston.

W prasie ogólnokrajowej ma Pani miano najlepszej wokalistki polskiej muzyki pop. Od fenomenalnego debiutu minęło 17 lat, a Pani wciąż, choć z przerwami, jest na szczycie. Jak to Pani robi?

Nie jest to moją zasługą. Potrafię być jedynie sobą. Sobą różną, słabszą, mocniejszą, ale sobą. To publiczność decyduje o wszystkim. O zaufaniu, oddaniu, okazywaniu przywiązania. Nie istniałaby ta relacja tyle lat, gdybym to ja samozwańczo oceniła siebie tak, jak publiczność mnie odbiera.

Nie wszyscy jednak są tak entuzjastyczni. Niektórzy piszą, że "Edyta Górniak skończyła się po zajęciu drugiego miejsca na Eurowizji". Jak podchodzi Pani do tego typu opinii?

To nie szkodzi, że tak piszą. Każdy czerpie energię z różnych słów, z różnych działań i z różnych wartości. Ludzie mają prawo być od siebie różni. Złośliwi powtarzają w kółko te same słowa, a krytyka towarzyszy mi od dziecka. Nie da się tym już ekscytować.

Wykonywała Pani piosenkę "Jej portret" Bogusława Meca, który zmarł przed kilkoma dniami. Wiem, że miała Pani okazję poznać go osobiście. Jak go Pani wspomina?

Boże mój... Spotkaliśmy się kilka razy. Zawsze odbierałam go tak samo. Zawsze był uprzejmy, skromny i bezkonfliktowy. Wobec kobiet był dżentelmenem. Kiedy mówił, miał taką samą ciepłą barwę, jak kiedy śpiewał.

Cieszę się, że mogłam go poznać i wspólnie z nim zaśpiewać jeden z największych jego przebojów... Bogusław Mec był, jest i będzie taki jak jego piosenki.

22 kwietnia zaśpiewa Pani na jednej scenie z Jose Carrerasem. Ale to nie będzie pierwszy taki koncert. Wystąpiliście razem w 1997 r. Jak było wtedy? Może Pani uchylić rąbka tajemnicy, jak będzie wyglądał koncert w ERGO Arena?

Jestem szczęśliwa i nie mogę doczekać się emocji i radości z tego spotkania, choć naturalnie wiąże się ono z ogromną presją ze strony oczekiwań widowni. Kiedy po raz pierwszy spotkaliśmy się na zaproszenie Pana Carrerasa w Nowym Jorku, czułam się onieśmielona i wdzięczna za jego uznanie wobec mojej osoby. Dziś nasze spotkanie nabierze jeszcze większego wymiaru. Może pozostawiłam w nim dobre wrażenia? Choć uważam, że stres odebrał mi umiejętności w tamten wieczór. A może obserwował moje ostatnie lata pracy? Nie wiem tego, ale wiem, że będzie to spotkanie ogromnie dla mnie wzruszające.

Pan Carreras poprosił, abym zaśpiewała dla niego utwór z filmu "Titanic". Nie śpiewałam tego publicznie, nie mam tej piosenki w swoim repertuarze, ale skoro taka jest prośba pana Carrerasa, zaśpiewam na tym koncercie "My Heart Will Go On".

Ale chyba po tylu latach na scenie stres mija?

Być może u niektórych mija (śmiech).

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

   Grateful
tekst alternatywny
   Love 2 Love
>>Więcej
   "My"
>>Więcej
   Facebook
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl