Edyta Górniak - Strona Fanów
   Edyta Górniak
Aktualności
Edyta Górniak
Koncerty
Media
Galeria zdjęć
Dla Fanów
Multimedia
Kontakt
   Polecamy:
Galeria Zdjęć
>>>więcej
   Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Szczęście nie jest na chwilę
Ciężką chorobę męża Edyta Górniak przeżyła w ciszy i samotności. Kiedy było już bardzo źle, mówiła mu: „Nie po to odbudowałeś moje życie, by teraz zostawić mnie samą!”.

Edyta Górniak myślała wtedy, że los jeszcze raz postanowił z niej zakpić. Skoro przez kilka lat udawało jej się być szczęśliwą, to może znów czas na dramat?

– Przyjechałaś do Portugalii, żeby...
Edyta Górniak: Odpocząć. Odetchnąć. Przemyśleć.

– Tęsknisz za szalonym życiem?
Edyta Górniak: Tęsknię, ale szaleństwa niosą za sobą niepewność i błędy. Dziś bez wahania wybieram poczucie bezpieczeństwa.

– Ale kiedyś uciekałaś.
Edyta Górniak: Dzwoniłam z taksówki, zamawiałam bilet i leciałam w nieznane. Zawsze miałam potrzebę wolności. Przelatałam w życiu trzy paszporty, odwiedzając prawie wszystkie kontynenty, ale któregoś dnia poczułam, że muszę mieć jakieś miejsce na świecie tylko dla siebie. I tak kupiłam apartament w Portugalii.

– Opowiedz mi o nim.
Edyta Górniak: Trafiłam tam przypadkiem i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wyobraź sobie... Cisza, trzysta tysięcy drzew, parę stawów, dziesięć minut do morza. Ptaki, które śpiewają najgłośniej na świecie. Na początku był to dla mnie tylko apartament letni. Potem bywałam tam coraz częściej. A czasem znikałam na pół roku. Zdarzało się, że rozwieszałam pranie, dostawałam telefon od wytwórni, że muszę udzielić kilku wywiadów w Niemczech. Po drodze na kolejne lotnisko zmieniał się cały kalendarz i wracałam do Portugalii po kilku miesiącach, a to samo pranie już sztywne stało na suszarce.

– Wszystko urządziłaś sama?

Edyta Górniak: Wiele gwoździ wbiłam sama, wiele obrazków sama zawiesiłam. Zanim kupiłam wymarzone łóżko, spałam na podłodze, na materacach do jogi, przy świeczkach, bo nie potrafiłam sobie zamontować żarówki. Ale było to fajne, bo czułam się taką zwyczajną dziewczyną. Z jednej strony latałam po świecie, dawałam koncerty, z lotniska odbierała mnie limuzyna, a potem wracałam i musiałam wymyślić, gdzie przetrzymam mleko, żeby mi się nie zepsuło, zanim udało mi się kupić lodówkę.

– Powiedziałaś mi kiedyś, że kupiłaś ten apartament wtedy, gdy myślałaś, że będziesz w życiu sama.

Edyta Górniak: Naprawdę tak myślałam. Ale życie zadecydowało inaczej. Darek wiedział, jak bardzo przywiązana jestem do Portugalii, i tam mi się oświadczył. Do dziś kocham to miejsce. Każda podróż tam to trochę powrót do przeszłości. Tam wisi biała sukienka z Eurowizji, kostium, w którym śpiewałam z José Carrerasem. Za to suknię ślubną trzymam w domu w Milanówku.

– Więc Twoim domem jest Portugalia czy ten dom w Milanówku?
Edyta Górniak: Mój synek mówi, że mamy „dwa domki”. Widzisz, kiedyś dom kojarzył mi się z ciszą. A teraz z hałasem (śmiech).

Nie możesz mnie tak zostawić

– Jaki był ten rok dla Ciebie?

Edyta Górniak: Niezwykły.

– Właśnie. „Dumka na dwa serca” została uznana za piosenkę 50-lecia, Ciebie uznano za osobowość 60-lecia...
Edyta Górniak: ...co moim zdaniem należało się Czesławowi Niemenowi. Ale to ludzie decydowali. Ja czuję, że na nieśmiertelność muszę jeszcze trochę popracować.

– Ale w tym roku też zachorował Darek.
Edyta Górniak: Początki choroby odczuliśmy już w zeszłym. Krytyczny moment w sylwestra. Ale najtrudniejszy czas rozpoczął się wiosną.

– Taki zdrowy młody człowiek, wydawałoby się. Jak to się zaczęło?
Edyta Górniak: Najpierw zaczął słabnąć. Później w ciągu dnia coraz częściej musiał się położyć. Potem nie miał siły, by wchodzić na piętro naszego domu, a potem w ogóle z domu wychodzić. W końcu nie podnosił się z łóżka przez wiele dni. A ja, zawodowiec, co sobota uśmiechałam się w programie...

– I byłaś z tym sama. Nikt nie wiedział, co przeżywasz?
Edyta Górniak: Prasa dowiedziała się o chorobie Darka, kiedy wyszliśmy z okresu krytycznego. Ulżyło mi więc, że przedostało się to do mediów z prawie półrocznym opóźnieniem, bo dzięki temu, że odbyło się to w ciszy, nikt nie rozszarpał tego publicznie.

– Odkąd Darek pojawił się w Twoim życiu, walczył o Ciebie i Twój spokój. Był Twoim aniołem stróżem. A teraz nagle Ty musiałaś walczyć o niego.
Edyta Górniak: Przestraszyłam się. Szczęście jest bardzo kruche. Ludzie za często używają słowa „problem”. Bo są rzeczy do załatwienia, konflikty do załagodzenia, sprawy do poukładania, praca do skoordynowania. Ale „problem” powinno mówić się tylko wtedy, gdy osoby, które kochamy, tracą zdrowie.

– Pary różnie przechodzą przez chorobę. Czasem choroba umacnia związek, czasem wręcz przeciwnie. Jak było w Waszym przypadku?
Edyta Górniak: Nie myślałam, co się stanie ze mną, myślałam wyłącznie o Darku. Bałam się też o Allana, ponieważ ja wychowywałam się bez ojca i wiem, że to jest obciążenie do końca życia. Strach o to, czy ja byłabym w stanie wypełnić lukę po Darku, przygniatał mnie.

– Miałaś aż takie myśli?!
Edyta Górniak: Tak, od kiedy Darek zaczął mnie uczyć, gdzie w domu są agregaty, bezpieczniki, licznik gazu. Tłumaczył, że mamy jedno miejsce w dachówce, które przecieka. Wcześniej nie zawracałam sobie głowy takimi rzeczami. Przecież tymi sprawami zajmował się on. I nagle postanowił mi o tym opowiedzieć. Jakby mnie na coś przygotowywał...

– Na Boga! Jest XXI wiek. Ludzie nie umierają ot tak!
Edyta Górniak: Kasiu! Darek jest osobą, która nie daje sobie pomóc! Być może nie doszłoby do momentów krytycznych, gdyby pozwolił się zawieźć do lekarza. Nawet wtedy, gdy już zaczął puchnąć, jego układ trawienny przestał pracować, jak wspominałam o szpitalu, resztką sił kłócił się, żebym nie robiła z niego niedołężnego człowieka. Najgorsza rzecz na świecie, kiedy żadne argumenty nie mają wartości, a leży przy tobie człowiek, przelewa ci się przez ręce, przestaje być sobą, przestaje mówić, jeść, zaczyna inaczej wyglądać. Któregoś dnia wpadłam w panikę. Zadzwoniłam, by lekarze z ambulatorium przyjechali do domu zrobić badania. Już kilka godzin po nich dostaliśmy telefon, że Darek musi pójść do szpitala jak najszybciej. A on mi powiedział, że jak go oddam do szpitala, to on tam umrze. Krzyczałam więc, że jest nieodpowiedzialny. Mówiłam: „Czy chcesz mnie samą zostawić na tym świecie? Po to odbudowałeś moje życie, żeby teraz odejść?”.

– Co więc go uratowało?
Edyta Górniak: Lekarz, którego poznałam dzięki pani Grażynie Szapołowskiej. Będę jej za to dziękować jeszcze wiele razy. Na cztery dni przed tym, jak Darek miał się położyć w szpitalu i poddać inwazyjnym zabiegom, postanowiłam podjąć ostatnią próbę. Pani doktor problem zdiagnozowała celnie i powiedziała, że niestety czeka nas bardzo długie leczenie. Kiedy Darek zacznie brać leki, będzie czuł się jeszcze gorzej i czy jesteśmy na to gotowi. Zawierzyłam jej trochę ze strachu. Już po pierwszej dobie – pierwsza reakcja. Po dwóch tygodniach – następna. To były takie fale. Raz na godzinę dziennie odzyskiwał siły, potem było gorzej. Żyliśmy w rytmie od leków do leków i wszystko zaczęło się odwracać. Choć na taką odczuwalną poprawę czekaliśmy trzy miesiące. Ale przyszła.

– A jak zobaczyłaś, że Darek zaczyna zdrowieć...

Edyta Górniak: Mówiłam tylko: „Boże, dziękuję Ci. Dziękuję”. Wiesz, przez całą tę jego chorobę wiedziałam, że muszę być silna. Kiedy Darek zasypiał, płakałam i myślałam: Boże to się nie może tak skończyć. Dopiero zaczęłam wierzyć w szczęście i w miłość. Pięć lat. To tak mało. Za mało! Zdarzyło mi się głęboko zapłakać na antenie. Pamiętasz, jak Piotr Polk zaśpiewał „What a Wonderful World”?

– Pamiętam, ale myślałam, że płaczesz, bo Ty swojej mamie tak nie możesz zaśpiewać.
Edyta Górniak: Wszystko się nałożyło. To faktycznie był Dzień Matki, Piotr zadedykował tę piosenkę mamie. Ale mnie złamało to, o czym śpiewał. „What a Wonderful World”. Co za piękny świat! I ja pomyślałam, że mogę to stracić. Po prostu pękłam.

Moja mama to Edyta Górniak

– Dla synka jesteś...
Edyta Górniak: ...wyłącznie mamą. Staram się być dobrym duchem, przewodnikiem. Kiedyś wydawało mi się, że gdy już los podaruje nam dziec-ko, to po to, by je chronić, a wiele razy odczułam, że Allan przyszedł na świat, by chronić mnie. Jestem przekonana, że już się znaliśmy. Mamy tak silne więzi, że nie mogliśmy ich zbudować tylko w tym życiu.

– Jaki jest Twój syn?
Edyta Górniak: Dziwne... ale on nie jest dziecinny. Mam wrażenie, że nie uczy się wielu rzeczy, a jedynie je sobie przypomina. Z jednej strony jest niezwykle pogodny, z drugiej bardzo uduchowiony. Widzi różne rzeczy, o których mi opowiada. Odczuwa te energie, które są dla niektórych nierealne, metafizyczne.

– A jak Tobie jest źle, czuje to?
Edyta Górniak: Niestety. Mówię „niestety”, bo to jest dla mnie o tyle trudne, że nie mam na to wpływu. Jeśli coś przeżywam, nie mogę spać albo jestem przygnębiona, on jest w trójnasób taki. Jakby próbował ze mnie ściągnąć to i przejąć na siebie.

– On wie, że jesteś gwiazdą?
Edyta Górniak: Wie, że mama śpiewa piosenki dla ludzi. Ale dla niego to są dwie osoby. Ta w telewizorze to „Edyta Górniak”, ta obok to „ma-ma”. Powiedziałam mu kiedyś: „Allanku, nie lubię, kiedy mówisz do mnie Edyta Górniak”. Więc czasami, gdy zdarzają się nam sprzeczki, biega wokół stołu i jakby na złość krzyczy: „A ty jesteś Edyta Górniak! Edyta Górniak!”.

– A zna Twoje piosenki?

Edyta Górniak: Rozpoznaje mój głos, choć nigdy nie włączałam mu swoich nagrań. To teściowa mówiła: „Patrz, Allanku, mama śpiewa”. Kiedy tęsknił, gdy jechałam na koncerty czy nagrywałam płytę, puszczała mu moje piosenki, a on uspokajał się. Lubi kilka z nich. Jest taka piosenka „Loving You”. Przekręcając słowa, prosi, by mu puścić piosenkę o „lawinie”. I lubi „List”. Mówi, że to piosenka o aniołach.

Powiedziała mi: „Słuchaj tylko swego serca”

– Co dalej z Twoim śpiewaniem?
Edyta Górniak: Zawsze, kiedy zadawano mi to pytanie, coś wiedziałam. Albo czułam, że jestem na początku, albo na rozdrożu. I teraz, pierwszy raz w życiu, nie wiem, gdzie jestem. Po prostu nie wiem.

– Co więc sprawiłoby Ci największą radość?
Edyta Górniak: Gdyby Justin Timberlake poprosił, bym śpiewała u niego w chórkach... (śmiech) Serio? Nie wiem. Odkąd zostałam żoną i matką, przestałam wybiegać w przyszłość. Oczywiście mam kalendarz zapełniony na pół roku do przodu, ale najczęściej moje marzenia dotyczą rodziny. Chciałabym kiedyś mieszkać nad jeziorem, żeby Darek miał gdzie żeglować, mógł wstawać o świcie i jeździć konno. Chciałabym patrzeć, jak Allan dojrzewa i zadaje mi coraz trudniejsze pytania. Na razie pyta mnie, czy wszyscy ludzie mają ości. Albo jak się rysuje prąd.

– Dlaczego Twoje marzenia nie dotyczą już muzyki?

Edyta Górniak: Bo ja już tyle osiągnęłam w sferze zawodowej, że czego można chcieć więcej? Zyskałam szacunek ludzi, zaufanie i miłość. Udało mi się zaśpiewać kilka piosenek, które odmieniły czyjeś życie. Nie dałam się zniszczyć show-biznesowi. I nie mam potrzeby dowodzenia po raz setny swojej wartości. Jeśli coś się nie wydarzyło, widocznie nie było mi dane.

– Są piosenki, które żałujesz, że nie są tylko Twoje?
Edyta Górniak: „No More Drama”, „Ready for Love”. Czasem śpiewam je na koncertach. Kilka razy zdarzyło mi się, że odebrano mi piosenkę, którą pokochałam. A uwierz, Kasiu, że to rozłąka porównywalna z każdą inną. Pierwszy raz było to przy „One and One”, która była moim drugim singlem międzynarodowym. Nagrał ją w tym samym czasie Robert Miles. Drugi raz z piosenką „Perfect Moment”. I najbardziej boleśnie trzeci raz, gdy nagrałam piosenkę, a ona mi została odebrana i przekazana Celine Dion.

– Która?
Edyta Górniak: „I Surrender”. Piosenkę nagrałam w San Francisco. Przyszła do mnie pod koniec realizacji drugiej światowej płyty. Warunkiem jej otrzymania było, że wyprodukują ją producenci wskazani przez kompozytorów. Nagrałam, ale produkcja była fatalna. Długo negocjowaliśmy, by uległa zmianie. Było kilkanaście gorących dni i w efekcie odebrano mi tę piosenkę, bo nie byłam w stanie pójść na kompromis. Minął rok. Pojechałam do słynnej Korei. Ty wiesz, już nigdy nie pojadę do tego kraju! Korea była dla mnie potrójnie nieszczęśliwa. To wtedy powstała historia, że miałam romans z prezydentem. Po drugie, tak zaśpiewałam hymn, że przegraliśmy mecz, po trzecie, będąc na masażu, usłyszałam piosenkę „I Surrender” w wykonaniu Celine Dion. I dostałam zawału. Nie myślałam, że wrócę do tej piosenki, ale ona wróciła do mnie. Wybierałam się z nią do Jacka Cygana, zapisałam kilka myśli na kartce, żeby mu przekazać, o czym chciałabym, by był ten tekst. I tyle ich napisałam, że się złożyły w całość.

– I tak powstał „List”.
Edyta Górniak: Tak, i wyobraź sobie, że po roku od tamtego czasu menegment Celine Dion zaprosił mnie do zaśpiewania przed jej koncertem w Polsce. Rozmowy wybiegły potem nawet trochę dalej, do możliwości duetu. Poproszono mnie o materiały i nieopatrznie, nie przemyśleliśmy tego z Darkiem, wysłaliśmy taśmę wideo z nagraniem ze studia, gdy śpiewam „I Surrender”. I... nie doszło do naszej współpracy. W noc przed konferencją prasową w Krakowie, gdzie miało być ogłoszone oficjalnie, że zaśpiewam, dostaliśmy warunek, że nie mogę zaśpiewać z zespołem, choć on liczy zaledwie cztery osoby. Musiałam podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w mojej pracy zawodowej. Rozważałam wszystkie za i przeciw. Ale mimo wszystko odmówiłam. Wiem, że bez muzyków nie mam inspiracji i mój występ byłby martwy. Pewnych rzeczy nie robi się ani dla pieniędzy, ani dla prestiżu.

– Zawsze podejmujesz niepopularne decyzje?

Edyta Górniak: Tak, choć bałam się, że ludzie pomyślą, że nie mam wystarczających umiejętności, by się zmierzyć na jednej scenie z taką artystką. Nie spodziewałam się jednak, że zyskam aż taki szacunek, że miałam odwagę odmówić wielkiej Celine Dion. Ale coś ci jeszcze opowiem. Życie często zatacza koło. Mój producent z Londynu, Chris Neil, był pierwszym producentem światowym, który zdecydował się nagrać anglojęzyczną płytę Celine. Kiedy ja nagrywałam płytę w Londynie kilka lat temu, Celine miała koncert, więc Chris zabrał mnie na niego, a potem za kulisy. Czekaliśmy dość długo, potem Celine podeszła do Chrisa i do mnie i on przedstawił mnie jako młodą artystkę z Polski. Pamiętam, że trzymała mnie wtedy za rękę i powiedziała: „Będziesz słyszała w życiu wiele rad i wielu będziesz miała doradców, ale pamiętaj, że na końcu musisz słuchać tylko swojego serca”. I poniekąd, kiedy siedziałam wtedy na łóżku, podejmując decyzję, czy zaśpiewać przed Celine, czy nie, przypomniałam sobie to spotkanie.

– A gdybyś miała szansę jeszcze raz stanąć na scenach międzynarodowych?
Edyta Górniak: Dziś mam wiedzę większą niż wtedy i gdyby nie zabrakło mi zdrowia, myślę, że potrafiłabym stanąć na wysokości zadania. Ale... całe życie śpiewałam głównie dla poczucia miłości i mam tyle miłości teraz, że nie jestem zachłanna, by mieć jej jeszcze więcej. To, co mam, wypełnia mnie po brzegi.

Co z ciebie kotku za Cyganka...

– Byłaś kiedyś u wróżki?
Edyta Górniak: Ze trzy razy w życiu.

– I co Ci powiedziała?
Edyta Górniak: Różne rzeczy. Kiedyś pomogłam starszej Cygance zadzwonić z budki telefonicznej, trzymając jej pieniążki i wrzucając do automatu. A ona potem, gdy już skończyła, wzięła moją rękę i powiedziała: „O, nie masz tatusia, dziecko. Wiem, teraz czujesz się niekochana, ale kiedyś będą cię kochały miliony”. To było przy małej poczcie w Opolu. Zapamiętałam to ze strachem. Skąd ona wiedziała, że nie mam taty, że czuję się niekochana? Nie analizowałam tej drugiej części, bo była dla mnie abstrakcyjna. A te moje inne wizyty u wróżki zawsze zaczynały się od słów: „O Boże, ile pani przeżyła. Na kilka żyć można podzielić...”.

– Jesteś Cyganką, też powinnaś wróżyć.
Edyta Górniak: Kiedy wspominam o moich cygańskich korzeniach, Darek śmieje się: „Co z ciebie kotku za Cyganka, jak ty wróżyć nie umiesz?”.

Ale daj rękę, powróżę ci, ile będziesz miała dzieci.

– A Ty? Chciałabyś mieć jeszcze jedno?
Edyta Górniak: Dobrze byłoby, żeby Allanek miał rodzeństwo.

– Obiecałaś sopockiej publiczności, że nad tym „popracujecie”.
Edyta Górniak: Prasa już tyle razy pisała, że znów jestem w ciąży, że mam czasem ochotę z tego żartować. A to poduszkę założyć na program, a to powiedzieć, że „pracuję”... Allan czasem mi opowiada: „Wiesz, mamo, jak kiedyś mieszkałem u ciebie w brzuchu, to tam nie było zabawek. I wiesz, chciałem stamtąd wyjść, no ale tam nie było »dźwi«. I potem pan doktor »wyjmął« mnie. A ja powiedziałem jemu dziękuję”. Mówię ci, Kasiu, rodzina to najpiękniejszy sens życia.


Rozmawiała Katarzyna Przybyszewska/Viva!


Edyta Górniak: Prasa już tyle razy pisała, że znów jestem w ciąży, że mam czasem ochotę z tego żartować. A to poduszkę założyć na program, a to powiedzieć, że
   Grateful
tekst alternatywny
   Love 2 Love
>>Więcej
   "My"
>>Więcej
   Facebook
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl