Edyta Górniak - Strona Fanów
   Edyta Górniak
Aktualności
Edyta Górniak
Koncerty
Media
Galeria zdjęć
Dla Fanów
Multimedia
Kontakt
   Polecamy:
Galeria Zdjęć
>>>więcej
   Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Zniżyłam się do poziomu wroga
"Wprost": Przez panią wróciła do Polski cenzura?

Edyta Górniak: Zakazu pisania o mnie nie wydałam ja, lecz dwa sądy, i to wobec dwóch odrębnych gazet: "Faktu" i "Super Expressu". Przedstawiliśmy 25 stron materiału dowodowego i to przekonało sąd. Przecież tej decyzji nie wymogłam płaczem ani histerią.

Zakaz pisania o konkretnej osobie publicznej to jednak w Polsce nowość.

Kolejna manipulacja dziennika "Fakt". Sąd nie wydał zakazu pisania o mnie, lecz o moim życiu intymnym. W żadnej mierze nie zakazał informowania o mojej działalności artystycznej. Poza tym zakaz dotyczy konkretnych gazet, które - moim zdaniem - nadużyły wolności słowa, i obowiązuje do czasu zakończenia procesu.

Dziś sąd zakazuje pisania o pani, a jutro być może będzie tak chronił skorumpowanych polityków.

Rozumiem takie obawy. Proszę jednak pamiętać, że nie pełnię funkcji publicznej, jestem jedynie osobą popularną. A wizerunek żadnego innego artysty w Polsce nie został tak bardzo zniszczony. Skoro zaczęto do mnie strzelać z ostrej amunicji, nie mogłam stać z podniesionymi rękami i krzyczeć: "strzelajcie"!

Pani też strzelała. Na swojej stronie internetowej pisała pani o dziennikarzach per "szczury".

Uznałam, że na armaty nie można iść z szabelką. I postanowiłam użyć tej samej broni. Zniżyłam się do poziomu wroga, użyłam nawet niecenzuralnych słów.

Żałuje pani teraz?

Mój błąd polegał na tym, że nie zaznaczyłam, o które konkretnie gazety mi chodzi. W konsekwencji mój list zranił wielu przyzwoitych dziennikarzy. Za to ich przepraszam.

Kiedyś sama pani wpuszczała dziennikarzy na swój teren prywatny, a teraz krzyczy: "wynoście się!"

Zawsze byłam otwarta na ludzi, w tym na media. W życiu udzieliłam więcej wywiadów, niż zaśpiewałam nut. Nie obrażałam się też na krytykę. Gdy po występie w Korei szargano moje dobre imię, przyjęłam to z pokorą. Bo odróżniam moją działalność publiczną od życia prywatnego. A na tak dogłębną lustrację mojego życia intymnego nigdy nie wyrażałam zgody.

Dlaczego wcześniej mówiła pani o swym życiu prywatnym, a nawet o intymnych szczegółach związków?

To jeden z dziesiątek przykładów manipulacji, której mnie poddano. Przychodziły do mnie dziennikarki i ze łzami w oczach mówiły: "Pani Edytko, spotkałam się z panem A. i panem B. Co oni o pani wygadują?! Może by się pani jakoś obroniła?".

Dała się pani nabrać?

Jak dziecko, wstyd się przyznać. Wyjaśniałam, że to nie takie proste. Że jeden pan mnie zdradzał, a drugi podsłuchiwał. Potem te dziennikarki szły do moich byłych partnerów i mówiły te same kwestie, kwocząc pytaniem: "Co pan na to?". W ten sposób powstawały artykuły oparte na sztucznym wywołaniu gniewu. Przez takie doświadczenia straciłam zaufanie do ludzi. To mój pierwszy wywiad prasowy od dwóch lat.

Na muzyczną scenę też pani wróci?

Nie mam wyjścia. Mój ukochany mnie straszy, że jak nie wrócę, to będę musiała sprzątać w domu i wynosić śmieci.

Rozmawiali: Rafał Pleśniak, Marcin Dzierżanowski

Tygodnik "Wprost", Nr 1150 (12 grudnia 2004)

Wywiad przysłała loveedyta


   Grateful
tekst alternatywny
   Love 2 Love
>>Więcej
   "My"
>>Więcej
   Facebook
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl