Edyta Górniak - Strona Fanów
   Edyta Górniak
Aktualności
Edyta Górniak
Koncerty
Media
Galeria zdjęć
Dla Fanów
Multimedia
Kontakt
   Polecamy:
Galeria Zdjęć
>>>więcej
   Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Przetrwaliśmy!
A mogli nie przetrwać. Mogli się załamać, uciec, zwariować. Kiedy EDYTA GÓRNIAK i DARIUSZ KRUPA zaczęli się spotykać, potem spodziewali się dziecka, a potem przeżywali jego pierwsze chwile, brukowce nie dawały im spokoju. Wielka miłość ludzi do Edyty, gwiazdy o głosie i osobowości, jakich nie ma żadna inna polska wokalistka, zmieniła się w wielką nienawiść. Po raz pierwszy o horrorze tamtych chwil i o tym, że w życiu jednak zwycięża miłość, Edyta i Darek opowiedzieli Katarzynie Przybyszewskiej.

Cóż może jeszcze przydarzyć mi się tak pięknego i tak mrocznego, jak to, co przeżyłam? Edyta ma 32 lata, 15 z nich spędziła na scenie. I na widoku. - Czasem czuję, jakbym zaczynała od nowa, a czasem myślę, że jestem na końcu. I już nie chcę iść dalej - tak myślała tamtego wieczoru. Kolejne artykuły w prasie. - Za co oni mnie tak nienawidzą? - zastanawia się skulona w fotelu. Mały śpi, Darek nie wytrzymuje napięcia, gra w piwnicy na gitarze. Edyta zabroniła mu grać w domu. ? Nie chcę słuchać muzyki. Już nigdy. Ona mnie zniszczyła - tak wtedy myśli. Płacze. Wtedy często. Czy bez powodu? Powód ma. Włącza komputer, wystukuje adres strony internetowej. Następnego dnia huczy cała Polska. List Edyty cytują media. Burza. Jakim prawem tak brutalnie zaatakowała prasę? Darek pyta: ? Czemu mi nie powiedziałaś, że to piszesz? Edyta krótko mówi: - Dość. Dość. Dość. Też słyszałam te słowa. Ponad pół roku namawiałam Edytę i Darka na rozmowę. Przełamywaliśmy lody. Podchodziliśmy do siebie ostrożnie. Śmialiśmy się i płakaliśmy podczas rozmowy. Ja się bałam. Oni też. Ale za to historia, którą przeczytacie, powstała z największych emocji. I jest najprawdziwsza.

Na początku była miłość...

GALA: Mało mieliście wspólnych chwil.

DAREK: Bardzo mało.

GALA: Bo wszyscy zastanawiali się, kto jest nowym mężczyzną Edyty Górniak?

DAREK: Pierwsze zdjęcie zrobiono nam, gdy po chorobie Edyty wyszliśmy z domu.

GALA: "Tak wygląda narzeczony Edyty Górniak", krzyczały nagłówki w gazetach. Co pan wtedy czuł?

DAREK: Niestety odebrano nam radość podzielenia się tym w wybranym przez nas momencie. Poza tym wie pani, jakie to straszne, gdy nieustannie czuje się czyjś oddech na plecach?
EDYTA: Chodziliśmy tylko do takich miejsc, o których nikt nie wiedział. Ludzie, którzy tam pracowali, przyznali nam, że dzwonili do nich dziennikarze i pytali się, czy u nich bywamy.
DAREK: Proponowali pieniądze...
EDYTA: Wiedziałam, że nie ochronię przed tym Darka. Mężczyźni, z którymi wcześniej się spotykałam, byli usatysfakcjonowani, że prasa o nich pisze. Darek natomiast jest skromny i skryty i nie chciał się z niczym obnosić.
DAREK: Nie wiedzieliśmy nawet, jak się nam ułoży. Nasze uczucie dopiero się rodziło.
EDYTA: Gdy byłam w szóstym miesiącu ciąży, nagonka na nas sięgnęła zenitu. Kręciłam wtedy Sylwestra z Jedynką. Kiedy przebierałam się w garderobie, pewien fotograf ukrył się i zaczął robić mi zdjęcie przez małą szczelinę w zasłonach. Czekał, kiedy będę już nago.
DAREK: Jak można czekać, aż kobieta w ciąży zdejmie bieliznę, by zrobić jej zdjęcie.
EDYTA: I dlatego właśnie Darek go dopadł, a on niestety pobiegł do reszty reporterów, którzy zrobili zdjęcia. Zrozumieliśmy, że nam nie odpuszczą. Następnego dnia pojawiły się komentarze do tej historii. To znaczy nikt nie napisał, że oto bezczelny paparazzi, który psuje opinię wszystkim innym fotoreporterom, nie ma szacunku do sytuacji, kobiety, w ogóle do człowieka. On mógł nie lubić mojej muzyki, ale byłam kobietą w ciąży i to powinien respektować.
DAREK: To nie jest ważne, czy to był ktoś inny, czy akurat ty, tylko w takiej sytuacji facet zabija drugiego faceta.
EDYTA: To był pierwszy moment, kiedy zrozumieliśmy, że będziemy się borykać z kłamstwem, bo wszyscy napisali, że związałam się z bandytą, który poturbował niewinnego człowieka. Nikt nie napisał, co ten człowiek zrobił, jak się zachował. Czy to, że jestem znana, oznacza, że mam mniejsze prawa niż inni? Wtedy powiedziałam: "Dosyć!".
DAREK: Zwłaszcza że już zaczęto pisać o nas nowe rewelacje. A to niezapłacone okna, długi.

GALA: Edyta jest w ciąży, a brukowce donoszą o kolejnych nieprawdziwych sprawach. Jak można to znieść?

DAREK: Kiedyś miałem więcej włosów, a Edyta na pewno mniej siwych. Okropne było, że ktoś tak bardzo chciał nam popsuć ten najpiękniejszy okres w życiu, kiedy mieliśmy czas na to, żeby poznawać się i robić wszystkie rzeczy, które robią ludzie, kiedy się w sobie zakochują. I później w spokoju założyć rodzinę i cieszyć się rodzicielstwem. Jakoś się z tego podnieśliśmy, ale mogło się źle skończyć.
EDYTA: Kolejne odcinki telenoweli, dla nas - codzienne dramaty. Bo to nie chodzi tylko o oszczerstwa i o to, że przekroczyli granice etyki zawodowej, kultury, współpracy między osobami publicznymi a mediami. Przekroczyli wszelkie możliwe granice. Najbardziej przeżywali to nasi bliscy. Ucierpiał też nasz synek. Z dnia na dzień straciłam pokarm. Wtedy napisałam list.

Później była agresja i depresja

GALA: Kiedy rodziła pani synka, szpital był oblężony?

EDYTA: Nikt nie wiedział, gdzie rodziliśmy. Ale udało nam się to utrzymać w tajemnicy niecały dzień.
DAREK: W naszej tragedii brakowało tylko, żeby ktoś za oknem czekał z aparatem.
EDYTA: Udało się tylko dzięki dzięki personelowi w Łomży i ordynatorowi dr. Poppe, który zrobił wszystko, by zapewnić nam dyskrecję, zabezpieczając szpital. Pamiętam, kiedy przyszedł po porodzie i powiedział: ?Muszę przyznać, że wydawało mi się, iż przesadzacie państwo z tym ukrywaniem się. Teraz widzę, że nie przesadzaliście. Jestem w szoku, nie mogę sobie poradzić z organizacją w szpitalu?.
DAREK: Faktycznie, cały szpital był ze wszystkich stron obserwowany.
EDYTA: Wejście, które służy do wjazdu dla karetek z rodzącymi kobietami, było nieustannie blokowane samochodami fotoreporterów.
DAREK: Podejrzewam, że ordynator modlił się i czekał dnia, kiedy wyjedziemy, bo na terenie szpitala działy się dantejskie sceny. Wszystkie bloki naprzeciw były obstawione przez fotografów z obiektywami na pół metra. Czekali, aż Edyta pojawi się w oknie. Przez 10 dni przeżywaliśmy horror. Włamywali się na oddział noworodków, brudni, bo przez te dni spali w samochodach, z brudnymi buciorami. Edyta nie mogła wstać po porodzie, przejść się i porozmawiać z innymi matkami. Była uwięziona. Jedyne, o czym myśleliśmy, to co zrobić, żeby spokojnie stamtąd wyjechać.
EDYTA: Może pokazalibyśmy synka, gdyby ktokolwiek zadzwonił: "Pani Edyto, czytelnicy są ciekawi, jak się państwo czujecie" Jak się czuje dziecko?". Nie było takiego telefonu. Poświęciłam połowę życia, żeby dostarczać ludziom dobrych wrażeń. Nie zasłużyłam, żeby ukarano mnie brakiem szacunku w takim świętym dla każdego człowieka momencie. Nie zgadzam się na agresję. I gdyby wtedy ktoś zadzwonił i zwyczajnie poprosił, powiedziałabym: "Dobrze. Teraz jestem osłabiona, proszę zadzwonić za kilka dni". Skończyłoby się na tym, że wszyscy fotografowie zjechaliby się pod szpital, wyszlibyśmy, uśmiechnęli się: "Bardzo dziękujemy, jedziemy do domu, jesteśmy szczęśliwi".

GALA: Jak udało się państwu wyjść ze szpitala?

EDYTA: Żeby wyjść, czekaliśmy cztery dni. Ordynator powiedział, że najlepiej opuścić szpital ok. piątej rano, bo wtedy jest dużo zamieszania. Ale nie udało się, bo samochody fotoreporterów stały cały czas na posterunku. I to przeciągało się jeszcze o kilka godzin, aż przyszedł moment karmienia. Ale wtedy, gdy zaczęłam karmić, przyszedł ordynator Poppe i powiedział: "Pani Edyto, musimy wyjść teraz!". Musiałam odstawić dziecko od piersi, mimo że było głodne, zawinęłam je w jakieś prześcieradła i w szlafroku przemknęłam do karetki.
DAREK: W połowie drogi przejął nas inny samochód, potem jeszcze inny. Tak dojechaliśmy. Godzinę później już stali pod naszym domem.
EDYTA: Wyobrażałam sobie to zupełnie inaczej. Chciałam Allana pięknie ubrać, wejść i powiedzieć: "Witaj w domu, synku". Ale nie mogłam. A potem były święta wielkanocne i oni nadal tam stali, i nigdzie nie mogliśmy wyjść, i dzwoniliśmy na policję, żeby przyjechała i kazała im odjechać. Darek pilnował, żebym nie podchodziła do okna. Przez pięć miesięcy wychodziliśmy z synkiem tylko do ogródka. Byliśmy więźniami we własnym domu. Dostałam tysiące listów od matek, które płakały ze mną.
DAREK: A do tego czuć było agresję w powietrzu. Mieliśmy wrażenie, że traktują nas jak zwierzęta.
EDYTA: Darka jak przestępcę, który zrobił komuś krzywdę, a mnie jak wyrodną matkę, która nie chce oddać swojego dziecka całemu społeczeństwu.

GALA: Ale skąd wzięła się taka agresja?

DAREK: Z jednego powodu - gazety chciały zarobić na nas pieniądze. A myśmy im to utrudnili.
EDYTA: Wszyscy uważają, że mają do mnie prawo. Tak zresztą było zawsze. Gdy nie odpowiadałam na pytanie, dziennikarze dopisywali odpowiedź. Nikt już się nie dowie, co ja powiedziałam, co oni sobie napisali. Po tylu miesiącach upokarzających komentarzy uwierzyłam, że zasługuję na nienawiść, że naprawdę kogoś skrzywdziłam.
DAREK: Do tego wszystkiego po urodzeniu się Allana poczułem cholerny strach. Że jednak nie będę potrafił sobie poradzić. Kobiety po porodzie często wpadają w depresję z fizjologicznych powodów. Edyta przez całą tę sytuację załamała się. Już w szpitalu zobaczyłem, jak się pogrąża. Któregoś dnia powiedziała, że nie chce widzieć małego. Nie wiedziałem, co mam zrobić...
EDYTA: Nie powiedziałam, że go nie chcę, tylko niech później przyniosą go na karmienie.
DAREK: Kotku, ty nie chciałaś go widzieć...
EDYTA: Ale pomogłeś mi, kochanie. Pamiętam, jak Darek jeździł na stację benzynową, żeby kupić mi coś słodkiego, a sprzedający patrzyli na niego, jakby miał coś ukraść. Tak mi żal, że nie mógł się cieszyć, że został ojcem. To znaczy cieszył się i to bardzo, ale jednocześnie było to podszyte ogromnym smutkiem i przykrościami.
DAREK: Strachem, co przyniesie następny dzień. Kładliśmy się spać z obawą, co znowu się wydarzy, kiedy obudzimy się rano. Kto zadzwoni i powie o kolejnych artykułach w brukowcach. Do tej pory mam lornetkę z noktowizorem i różne przyrządy, bo musiałem zabezpieczyć dom przed włamaniem. A parę razy usiłowano to zrobić.

Potem był list

GALA: List w internecie, który opublikowała Edyta, stał się gwoździem do trumny

DAREK: W pewnym momencie straciłem z nią kontakt. Zaczęła się ponownie zamykać w sobie. Widziałem, że jej cierpliwość się kończy, że przestała nad sobą panować. Ile razy można nadstawiać drugi policzek i pozwalać, by cię z każdej strony kopano? Nie dziwię się Edycie, że tak zareagowała. Ale dziwię się, że nikt nie zinterpretował tego w ten sposób. To brukowce doprowadziły do tego, że tak puściły jej nerwy. Znam dobrze Edytę i wszyscy, którzy ją znają, wiedzą, że nie używa brzydkich słów. Jeżeli je napisała, zrobiła to z premedytacją, wiedząc, że to jest koniec. Ostateczność. Byłem zły, że mi o tym nie powiedziała i pewnie nie pozwoliłbym jej na wysłanie tego listu, ponieważ wiem, że to i tak by niczego nie zmieniło. Ludziom nie chodzi,o prawdę ale o sensację. I to się stało sensacją. Szkoda, że nikt nie zinterpretował tego w taki sposób: "Słuchajcie, przegięliśmy". Nie, oczywiście wszyscy zaczęli upajać się tym listem, cytowali go i tak rodził się nowy sitcom.
EDYTA: Niestety, tutaj nastąpiła pewna manipulacja. Wszyscy wiedzieli, kto jest sprawcą naszych problemów. Natomiast, ponieważ poczuli się urażeni, postanowili przekonać wszystkich, którzy to przeczytają, że skierowałam list do całego środowiska dziennikarskiego.

GALA: W jakim trzeba być stanie, by napisać taki list?

DAREK: W ostateczności, bo po raz któryś ktoś nam doniósł, że jest artykuł o nas, w którym piszą, że znowu coś ukradliśmy.
EDYTA: W bezradności i bezsilności, z rozpaczy. Z utraty pokarmu. Mój ostateczny krzyk wewnętrzny. Nie wierzyłam, że będę w stanie się podnieść i mieć chęć tworzyć dla ludzi. Zawsze powtarzałam, że moją jedyną inspiracją w muzyce są ludzie. A jeżeli ludzie doprowadzili do tego, że nasze życie prawie roztrzaskało się o beton, uznałam, że nie ma sensu im się poświęcać. Bo kiedy przyszedł moment, gdy mogli okazać mi szacunek, nie zrobili tego. Wiedzieli, jak bardzo pragnęłam macierzyństwa. Coś we mnie pękło i przez wiele miesięcy nie pozwalałam, żeby ktokolwiek puszczał muzykę w domu. Darek ćwiczył na gitarze w piwnicy. Próbował mnie przekonywać do zmiany decyzji, ale to kończyło się kłótnią.

Potem pojawiła się muzyka

GALA: Dlaczego namawiał pan Edytę do śpiewania?

DAREK: Bo czułem, że ludzie zabrali jej już wszystko i nie mogą zabrać tej ostatniej rzeczy, którą tak kocha - muzyki.
EDYTA: Ale nie trafiały do mnie żadne argumenty. Jeden tylko, kiedy Darek powiedział, że muzyka będzie dla nas najlepszą terapią. I jak tylko zobaczył, że cokolwiek do mnie dotarło, przyniósł mi piosenkę Lunatique i przez kilka dni próbował mnie namówić, żebym jej posłuchała. Któregoś dnia puścił ją w końcu, kiedy malowałam się w łazience. Wyszłam, usiadłam koło niego i zaczęłam słuchać. "A co to jest?"- spytałam. "Piosenka, która może być twoja, jeśli zechcesz". Pierwszy odruch: nie chcę żadnych piosenek! Ale już o niej myślałam. Potem włączyłam, gdy Darka nie było w domu. Potem zaczęłam śpiewać, a potem zadzwoniłam do kompozytora z awanturą, że jest okrutny, bo zmienił moje plany i wprowadził od nowa chaos.

GALA: Więc wraca pani na scenę?

EDYTA: Darek zadecydował, a ja się poddałam.
DAREK: Ktoś musi być głową rodziny.
EDYTA: Zmęczyłam się byciem silną. Kiedy poznałam Darka i kiedy mu już zaufałam, nie mogłam się doczekać, kiedy będę po prostu kobietą, która może sobie pozwolić na niedyspozycje.
DAREK: Tym razem miałaś do wyboru: zmywać, wynosić śmieci, myć okna albo śpiewać.
EDYTA: Lubię zmywać, nie lubię wynosić śmieci. Ale muzyka, którą napisali Piotr Skotnicki i Artur Włodkowski, zregenerowała mnie. Koncert, który daliśmy w ubiegłym roku w radiowej Trójce, spowodował zwrot w naszym życiu. Postanowiliśmy zamknąć ten zły okres akcentem muzycznym. Jakby na przekór. I zostało to dobrze przyjęte i skomentowane. Dlatego pomyślałam, że może czas nagrać płytę.

GALA: Podobno jest to muzyka inna od tej, którą wcześniej pani wykonywała.

EDYTA: To jest muzyka, jaką zawsze chciałam śpiewać. Ale żaden z kompozytorów nie był w stanie zrozumieć dlaczego. Uważali, że skoro mam dużą skalę głosu, należy to eksponować. W końcu trafiłam na zespół Mathplanete i teraz mogę dostarczać ludziom innych wrażeń. Ta muzyka jest pogodna, refleksyjna, trochę uduchowiona i myślę, że poprawi nastrój wielu ludziom.
DAREK: Nadaje się do wszystkiego, bo można przy niej i tańczyć, i wzruszyć się...
EDYTA: Przytulać, jechać na wakacje, siedzieć na plaży. Dałam jej tyle wrażliwości, ile mam dzisiaj i mam nadzieję, że ludzie to poczują. Myślę, że nasi wrogowie znowu się obudzą.

Na końcu wygrała miłość

GALA: Pobierzecie się?

EDYTA: Chcielibyśmy.
DAREK: Przecież pobraliśmy się już. Wedle tego, co pisze prasa. I nie zaprosiliśmy rodziców.
EDYTA: Darek się oświadczył, kiedy byłam w czwartym miesiącu ciąży.
DAREK: Ja ci się oświadczyłem pierwszego dnia, w którym cię poznałem.
EDYTA: Ale ja uznałam to za żart. Potem zrobił to drugi raz i trzeci...
DAREK: Naprawdę nie żartowałem.
EDYTA: Ale tak normalnie, tradycyjnie z pierścionkiem oświadczył się w Portugalii.
DAREK: Dwa tygodnie się do tego zabierałem, ale udało mi się dopiero podczas jednego z naszych ostatnich wieczorów. Miałem napięte mięśnie całego ciała i ilekroć wstawałem, Edyta mówiła: "Kotku, tu jest tak napalone, że muszę wyjść" albo: "Przesiądźmy się". Ale jak już przebrnąłem przez te wszystkie: "Kotku, zimno mi, Kotku, może by zmniejszyli klimatyzację, Kotku, może najpierw zamówmy", pomyślałem: "Teraz albo nigdy". Więc wystartowałem i rzuciłem się na kolana.

GALA: Miała pani w życiu różne szanse, zwiedziła pani cały świat, ale szczęście odnalazła przy Darku i synku. Jak teraz myśli pani o przyszłości, życiu, karierze?

EDYTA: Inaczej. Teraz, kiedy już odnalazłam miłość i mam tych dwóch wspaniałych mężczyzn, nie wiem, czy mi się będzie chciało zostawiać to, żeby zmagać się ze światem. Bo kiedyś, kiedy nie miałam wiele do stracenia, nikt nie tęsknił za mną tak, żeby go wszystko bolało i ja tak nie tęskniłam, to było prostsze. A teraz myślę, że nie wytrzymałabym bez nich.
DAREK: Jest nam bardzo ciężko, gdy musimy choć na chwilę zostawić małego.
EDYTA: Za chwilę będziemy mogli zabierać go ze sobą i będzie to prostsze.

GALA: Jak Allan zmienił wasze życie?

DAREK: Dzięki niemu jesteśmy.
EDYTA: Przetrwaliśmy.
DAREK: On stał się jedynym sensem.
EDYTA: I dał nam siłę. Wierzę, że dzieci wybierają sobie rodziców. A skoro on nas wybrał, wierzył, że sobie poradzimy. Dla niego musieliśmy się pozbierać. Paradoksalnie Allan jest radosny. Staraliśmy się, żeby nie widział, że nas coś dręczy. Ale zdarzały się sytuacje, kiedy siedziałam na górze i płakałam, Darek zajmował się nim na dole, a mały i tak płakał, jakby razem ze mną.
DAREK: To, co nas dotknęło, sprawiło, że szybciej dojrzeliśmy do pewnych decyzji, o których pewnie myślelibyśmy za wiele lat. Inaczej zaczęliśmy traktować takie sprawy jak kariera. Kariera w naszym domu nie istnieje. W tej chwili stać nas na to, żeby się od tego odciąć, zdystansować i nagrywać, co nam gra w sercu.
EDYTA: Mamy teraz dom, marzenia, plany.
DAREK: Nie chcemy, żeby to, co zbudowaliśmy, znów ucierpiało. Chcemy przede wszystkim być rodziną, chcemy trzymać się razem, kochać się. Dlatego zrobimy wszystko, by się nie rozstać.
EDYTA: A Allan, jak podrośnie, będzie grał w zespole u taty.


Gala 21.03.2005

Wywiad przysłała loveedyta


   Grateful
tekst alternatywny
   Love 2 Love
>>Więcej
   "My"
>>Więcej
   Facebook
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl