Edyta Górniak - Strona Fanów
   Edyta Górniak
Aktualności
Edyta Górniak
Koncerty
Media
Galeria zdjęć
Dla Fanów
Multimedia
Kontakt
   Polecamy:
Galeria Zdjęć
>>>więcej
   Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
I nie opuszczę Cię nigdy...
Gotowi byli włożyć obrączki już trzy lata temu. Potem życie zgotowało im chaos i burzę. Edyta i Darek bronili przed agresją paparazzich najintymniejszych chwil, gdy na świat przychodził syn Allan. Skrajnie zmęczeni odłożyli ślubne plany. Wszystkie trudne chwile, które już są za nimi, najchętniej rozłożyliby na długie lata. Ale to właśnie one stały się sprawdzianem ich miłości. Jedenastego listopada, kilka dni przed 33. urodzinami Edyty, powiedzieli sobie "Tak". Ten dzień, który miał być najpiękniejszym wspomnieniem w sercu jej i Darka, planowała w najmniejszych detalach. Spokój przygotowań burzyła jedna myśl: jak ochronić tę świętą chwilę? Razem z Darkiem zrobili wszystko, by utrzymać w tajemnicy najdrobniejszy szczegół ceremonii. Bawili się, zacierając za sobą ślady. Każdy z prawie 70 gości musiał pogodzić się z tym, że o dacie ślubu dowie się w ostatniej chwili.

Aby krótki moment, gdy dwoje zakochanych mówi sobie "Tak", zapisał się w pamięci wszystkich jako wydarzenie piękne i wyjątkowe, trzeba wielu miesięcy przygotowań. Edyta i Darek wiedzieli, że muszą poprosić o pomoc najlepszych specjalistów, ale nie mieli do nikogo zaufania. Bali się, że ktoś sprzeda ich spokój. Życie samo podsunęło rozwiązanie. Najpierw Edyta zaniemówiła tuż przed koncertem, ale zrobiła wszystko, by nie odwołać występu pomimo zapalenia krtani. W dowód wdzięczności szef najlepszej w Polsce agencji koncertowej Sound of Music zaproponował... że zorganizuje jej ślub. Edyta wahała się przez dwa tygodnie. Dziś obydwoje z Darkiem przyznają, że agencja SOM spełniła ich najpiękniejszy sen. Edyta marzyła o tym, by pójść do ołtarza aleją kościelną, ale to nie gwarantowałoby intymności, dyskrecji. Już prawie pogodziła się z myślą, że zamieni aleję kościelną na aleję w ogrodach zamku, gdzie planowała wesele. Którejś nocy pomyślała jednak o... kaplicy. Nie przestraszyła tym agencji. W pięknym, pilnie strzeżonym zamku pod Warszawą wybudowano dla niej kaplicę. Na ołtarzu stanął poświęcony krzyż. Blask świec oświetlał anioły. Aleję wyrysował błękitny dywan usłany płatkami białych róż.

Zaproszeni goście ze zdziwieniem odkrywali, że adres podany na zaproszeniu to tylko przystanek na ich drodze. Zostawiali samochody, by przesiąść się do dwóch autokarów. Zachodziło słońce, gdy goście, wjeżdżając przez szpaler płonących pochodni, zobaczyli bajkowo podświetlony zamek. Wchodzili do niego po czerwonym dywanie, witani przez pana młodego i jego świadka. Przy akompaniamencie muzyki fortepianowej zaaranżowanej przez wspaniałego pianistę Bogdana Sobkowiaka kelnerzy roznosili napoje.

Dłuższą chwilę wszyscy czekali w napięciu na Edytę, a ona uspokajała płaczącego chorego Allanka. Nie zdążyła dokończyć makijażu, nie miała chwili, by się wyciszyć, gdy trzeba już było iść. Z Darkiem rozstała się poprzedniego dnia. Wysyłali sobie SMS-y. Może najpiękniejsze w życiu. "Jesteś mi tak bliska, że już nie pamiętam czasu, kiedy ciebie nie było - pisał. - Jesteś największym i najcudowniejszym prezentem od życia, które i tak jest zbyt krótkie, żebym mógł się tobą nacieszyć. Jedyne moje marzenie to żebyś powiedziała 'Tak'" - czytała. Idąc do ołtarza, nie patrzyła na nikogo, tylko na Darka. Czasem zamykała oczy, by lepiej zapamiętać tę chwilę. Edyta szła wolno, w rytm muzyki irlandzkiej grupy Secret Garden. Szła sama. Do ołtarza nie prowadził jej ojciec. Ostatni raz widziała go ponad 20 lat temu. Szukała go przez Don Wasyla, prosiła o pomoc prezydenta miasta, w którym ponoć mieszka. Na próżno. Bała się tego spotkania, ale chciała dać ojcu szansę uczestniczenia w tym dniu, w jej święcie. To jedyna osoba, której zabrakło. Poza nim byli wszyscy, którzy są im bliscy i nie zaprzepaścili ich zaufania. Najdrożsi, których darzą szacunkiem, sympatią i przywiązaniem. - To właśnie te osoby, dzielące z nami wspólną odświętną kolację przy jednym stole, stanowią nasz największy życiowy majątek - powiedziała, wznosząc toast, Edyta.

Edyta i Darek zadbali o każdy szczegół tego wyjątkowego dnia. Wysmakowany wystrój wnętrz. Muzykę fortepianową. Dyskretną obsługę. Najwyższej klasy kuchnię. Goście długo dyskutowali nad wyższością zupy z borowików nad łososiem w sosie śmietanowo-szpinakowym. Setki świec, które Młoda Para dostała w prezencie ślubnym, wspaniale podkreśliły atmosferę wieczoru. A wyjątkowo słodki prezent, pięćdziesięciokilogramowy tort z chałwy, ulubionego smakołyku Edyty, młodzi zabrali do domu. Tego wieczoru nie zabrakło wielkich emocji, radości i łez, kiedy on w czarno-kremowym garniturze z Atelier Brodzińska i ona w jedwabnej sukni koloru szampana ślubowali sobie miłość. Goście zaniemówili podczas olśniewającego pokazu sztucznych ogni, prezentu niespodzianki od Darka. Na stawie przed zamkiem ekipa pirotechników z firmy Goldregen zbudowała tratwy, z których w niebo wystrzelił deszcz meteorów.

O północy, ku zaskoczeniu wszystkich gości, pojawiła się Kapela Góralska Beskid. Przy dźwiękach ludowej muzyki w tłum poleciał bukiet herbacianych róż i fular pana młodego. Po oczepinach Edyta zrzuciła dziesięciocentymetrowe szpilki. Tańce w zamkowych salach balowych trwały do samego świtu. O piątej rano, stojąc boso przy fortepianie, po raz pierwszy śpiewała dla Męża.


Magazyn "Gala"

Artykuł przysłała loveedyta

   Grateful
tekst alternatywny
   Love 2 Love
>>Więcej
   "My"
>>Więcej
   Facebook
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl